<< Powrót do Archiwum

Głos w sprawie projektu "Nowa Szeroka"

„Szeroka się zmienia” – tak doniosła prasa lokalna kilka dni temu. I dalej dowiadujemy się, że mimo znacznego sprzeciwu, z jakim rok temu spotkała się podobna inicjatywa Ogarna 2.0 obejmująca odnowienie 20 fasad kamienic przy ul. Ogarnej, władze Miasta Gdańska podjęły się estetyzacji kolejnej ulicy w centrum Starego Miasta. Wytypowano 18 kamienic przy ul. Szerokiej, które w ramach programu „Szeroka Reaktywacja” poddane zostały pracom remontowym: malarskim, rzeźbiarskim, architektonicznym.

Nie byłoby nic zdrożnego w tym, że przy wsparciu finansowym Miasta poszczególne Wspólnoty Mieszkańców dokładając swoje własne fundusze remontują elewacje zamieszkałych przez nie domów, tym bardziej, że znalazł się sponsor z dalekiej Łodzi, który także wnosi niemałe kwoty.

Jednakże z punktu widzenia środowisk związanych z ochroną dziedzictwa historycznego Gdańska sytuacja jest znacznie bardziej zawiła, bowiem planowo, i jak widać na znaczną skalę, miejscy decydenci postanowili „polepszyć”, „upiększyć”, „uatrakcyjnić” i „unowocześnić” estetykę zrekonstruowanych ponad 60 lat temu kamienic, zapominając, że ich odbudowa opierała się jednak na wypracowanych przez wiele lat programach konserwatorskich, historycznych i artystycznych. Nie była przecież ani przypadkowa, ani nie przemyślana!

Pytanie, jak daleko będą sięgały forsowane obecnie działania „estetyzujące”, bo przecież mamy w zapasie jeszcze kilkadziesiąt innych pierzei kolejnych ulic.
Główne Miasto, o czym nieustannie przypominamy, choć jest tworem powojennych rekonstrukcji, ma jednak znamiona i status zabytku i jako takie podlega całkowitej ochronie konserwatorskiej. Wprowadzanie zmian do tej tkanki, i tak z racji zawiłości artystyczno-historycznych niezwykle trudnej tak w ocenie, jak i w odbiorze, zawsze powinno być uprzedzone bardzo głębokim namysłem. Kwestia, co komu się podoba nie powinna być nigdy tematem dyskusji publicznej, bo ile głosów - tyle opinii. O wiele ważniejsze jest bowiem pytanie: jaki Gdańsk chcemy dla siebie samych i dla gości zachować? Jak daleko można posunąć się z tą niefrasobliwą zabawą na zabytkowej tkance miasta? Czy nie ma w Gdańsku nowych, betonowych powierzchni, które można by oddać tego typu działaniom artystycznym z niewątpliwym pożytkiem dla wizerunku naszego Miasta?

Stowarzyszenie Historyków Sztuki wyraża głębokie zaniepokojenie kolejnymi degradującymi Stare Miasto inicjatywami remontowo-artystycznymi.

Małgorzata Buchholz-Todoroska
Prezes Oddziału Gdańskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki